Moi drodzy nawiązując do tytułu chciałbym Wam przedstawić swój przypadek, gdzie zalecenia lekarskie skonfrontowałem z wiedzą z zakresu fizjoterapii. Co z tego wyszło? Zapraszam na tekst.

(dodam, że wszystko co znajdziecie w tym tekście w nawiasie i pisane kursywą tak jak tutaj to mój komentarz z perspektywy dzisiejszego dnia. Ten artykuł napisałem 3 lata temu. Wydaje mi się wartościowy jednak postępowanie terapeutyczne nieco bym zmienił stąd kilka moich komentarzy. Są to krótkie komentarze i nie wyczerpują tematu i zmian jakie bym wprowadził jednak chcę aby ten artykuł był dla Was przyjemny w czytaniu )

Zatem od początku. Jest 12 kwietnia 2015 r. czyli dzień mojego startu w 8. Półmaratonie w Poznaniu. Nie jest to pierwszy mój start także nie ma ciśnienia, nie zamierzam robić „życiówki”,biegnę ze znajomymi, dlatego bieg jest na luzie, rzekłbym spacerowy.

Piękne słońce, tłumy kibiców, rodzina przy trasie, czego chcieć więcej. Takie rozluźnienie nie zaprowadziło do niczego dobrego. 8 km, dziura w ulicy i przez swoją nieuwagę wpadła tam moja lewa stopa wykręcając się w nienaturalnym zakresie. Ból niesamowity, po kilkuset metrach, które pokonałem prawie na jednej nodze czuje jak noga puchnie z minuty na minuty, a skarpeta i but wypełniają się coraz bardziej. Tutaj jako fizjoterapeuta zaleciłbym każdemu przerwać bieg i dać sobie spokój, bo zdrowie jest najważniejsze. Jednak jako sportowiec od 7 roku życia, uwielbiający rywalizację postanowiłem, że będę rywalizował ze swoim bólem i ukończę bieg. W okolicach 13 km kiedy przyzwyczaiłem się do bólu zacząłem nawet wyprzedzać innych. Na 19 km marzyłem już o mecie i w końcu się doczekałem.

Na mecie w żadnym ze stanowisk masażu nie mieli lodu ! Trafiłem do punktu medycznego gdzie byli ratownicy medyczni i lekarz. Tam też nie było lodu – mokrego, suchego, w sprayu, żadnego !!!

Poprosiłem zatem o usztywnienie stawu. Lekarz gdy zobaczył przez skarpetę moją kostkę od razu zaproponował szpital, gips na 4-6 tyg. Nie zgodziłem się. Tutaj napotkałem „focha” wobec mojego stanowiska i słowa: „Pana kostka więc niech Pan robi jak chce”. I tak zrobiłem prosząc kolejny raz o usztywnienie. Chciano żebym zdjął buta, czego też odmówiłem. Wolałem aby była kompresja i aby opuchlizna nie zeszła dalej w dół. Ciasna skarpeta i but gwarantowały kompresje i z kolejnym zdziwieniem zabandażowano mi nogę razem z butem. Lód udało mi się zdobyć w pobliskim barze nieopodal mety także z okładem lodowym wróciłem do domu. Gdy zdjąłem buta kostka wyglądała tak:

 

 

 

 

12 kwietnia oznaczam jako dzień 0.

W tym dniu leczenie polegało na chłodzeniu lodem co ok. 30 min aby zatrzymać puchnięcie i rozwój krwiaka. Do tego od razu zaaplikowałem sobie kinesiotaping limfatyczny. Kompresja nogi bandażem elastycznym oraz noga „na suficie” czyli elewacja.

(dziś już nie zrobiłbym tego samego. Lód czyli krioterapia to coś co co prawda działa przeciwbólowo jednak to bodziec, który działa przeciwzapalnie. Stan zapalny to naturalny proces fizjologiczny, który jest potrzebny w procesie zdrowienia. Nasze ciało potrafi się samoregulować i nie powinniśmy mu w tym przeszkadzać, a tym bardziej pomagać. Dlatego nie próbujmy za wszelką cenę likwidować stanu zapalnego przez pierwsze dni urazu. Obrzęk to też forma samoochrony naszego ciała i nie to powinno być naszym celem w pierwszych godzinach po urazie. Delikatny ruch, pompa mięśniowa, zapobieganie utracie mobilności w stawie to rzeczy na których bym się skupił. Każdy w prosty sposób potrafi zrobić prostą kinezyterapię, a osoby które znają metodę GOT wiedzą, że jest to świetny sposób pomocy w pierwszych dniach po urazie.)

 

Dzień 1  – 13 kwiecień

Od rana ból większy niż po biegu. Zaczyna pojawiać się krwiak, ale jak widać dzięki aplikacji kinesiotapingu nie wszędzie taki sam. Trudno stanąć całym ciężarem na stopie dlatego w tym dniu posiłkuje się jedną kulą przy chodzeniu, a nogę mocno oszczędzam. Zaczynam brać arnikę górską w postaci homeopatycznej (4 x dziennie po 5 granulków pod język), odstawiam lód aby nie hamował procesów naprawczych, nadal jak tylko mogę noga jest na suficie, stosuję też kompresję. Aby noga szybko wróciła do siebie zaczynam kilka razy dziennie ćwiczenia czynne stopy w możliwym zakresie (grzbietowo, podeszwowo, supinacja, pronacja) oraz bierne rozciąganie  – z rozsądkiem 🙂

(jak wspomniałem lód odstawiłbym wcześniej, a raczej go nie używał w ogóle. Trzeba pamiętać też, że lód w pierwszej fazie działania powoduje silne obkurczenie naczyń jednak w drugiej fazie ich silny rozkurcz więc mocne przekrwienie w miejscu działania, a co za tym idzie może spotęgować obrzęk. Dlatego to kolejny argument abyśmy zostawili proces naprawczy naszemu ciału i nie ingerowali na siłę niepotrzebnymi bodźcami)

 

 

 

 

 

Dzień 2  – 14 kwiecień

Tego dnia ból się zmniejszył. W stosunku do dnia poprzedniego powiększył się wylew i wygląda jak na zdjęciu. Ból przy obciążaniu stopy jest już mniejszy jednak nie rezygnuje z kuli. Podczas ćwiczeń stopa osiąga już coraz większe zakresu w każdym z kierunków. Jest dobrze. Poza tym nadal arnika, kinesiotaping i rezygnuje już z kompresji. Dodatkowo zacząłem stosować maść na krwiaka Lioven Max.

(w tym wypadku jedynego czego zabrakło to terapeuty, który pomógłby mi w procesie leczenia. Wszystko co robiłem, robiłem samodzielnie i czasem dodatkowa para rąk okazała by się bardzo pomocna w celu popracowania z moim stawem. Zabrakło już na tym etapie także pracy nad propriocepcją stopy. To częsty błąd w rehabilitacji po skręconym stawie skokowym gdyż skutkuje to kiepskim „czuciem” stopy w późniejszym okresie. Takie osoby często miewają skręcone stawu kilkakrotnie i za każdym kolejnym nie jest już to dla nich nic dziwnego. Stopa musi czuć się pewnie na podłożu, dana osoba musi „panować” nad własną stopą, a najlepszą drogą do tego jest właśnie propriocepcja.  Przy okazji dodam, że ukończyłem kiedyś szkolenie z FDM i w życiu nie zastosowałbym tego w leczeniu swojego stawu 🙂 Ból jest pewnym sygnalizatorem dla nas samych i alarmuje nas gdy coś dzieje się nie tak. Zatem po pierwsze nie sprawiałbym sobie sam jeszcze większego bólu niż podczas urazu, a taka jest metoda FDM, a po drugie nasz organizm w procesie samoregulacji sam będzie ostrzegał nas dzięki bodźcom bólowym kiedy jeszcze uważać, a kiedy już jest w porządku.)

 

 

 

 

 

Dzień 3 – 15 kwiecień

Jest coraz lepiej. Jestem już w stanie obciążać nogę w takim stopniu, że nie trzeba posiłkować się już kulą, z której rezygnuje. Zakresy coraz większe, a cała procedura ćwiczeń i moich działań jak w dniu poprzednim. Dziś byłem już w stanie prowadzić auto i naciskać lewą stopą na sprzęgło bez żadnego bólu. Oczywiście nie obciążam nogi w 100 % lekko kulejąc jednak chyba bardziej ze strachu niż z bólu.

Z nowości pojawił się mały krwiak w okolicy palców, ale bolesność w tamtym miejscu jest minimalna.

(jak najszybciej wracać z funkcją. Czy to auto czy to chodzenie czy to jeszcze inne czynności. Uruchamiania stawu to najważniejsza rzecz jaką należy robić. Unieruchomienie to najgorsze co może Wam się przydarzyć. Oczywiście nie mówimy o sytuacji kiedy pojawi się skręcenie awulsyjne bądź jakieś złamanie jakie może dotyczyć czasem V kości śródstopia).

   

 

 

 

 

16 – 22 kwiecień

Od dnia 4 wróciłem już do pracy pełną parą i czas poświęcony na rehabilitacje zmniejszył się do minimum czyli głównie do dalszej suplementacji, plastrowania i już całkowitego obciążania stopy i stawu. Bierne rozciąganie stopy stosuję ze względu na mniejszą ilość czasu tylko wieczorami. Ból prawie całkowicie zniknął i tylko w końcowych zakresach ruchu lub przy wysiłkowym obciążaniu stopy pojawia się w okolicy bocznej kostki.

(nie rezygnujcie z systematycznej pracy ze stopą. Pracoholizm nie jest ważniejszy od zdrowia. Systematyka to szybszy powrót do zdrowia:) )

Dzień 10 – to pierwszy delikatny trening w postaci powolnego biegu na dystansie ok. 6 km. Noga na wszelki wypadek zabezpieczona sztywnym tapingiem sprawowała się wyśmienicie. Noga wygląda jak na zdjęciu poniżej.

(pośpiech nie jest czymś dobrym jednak jeśli jesteście pewni swoich sił, propriocepcji i zabezpieczycie staw odpowiednio to jak najbardziej można działać )

 

 

 

 

Dzień 11 – Dzień 17

23-29 kwiecień.

Te dni to znów intensywna praca zawodowa. Konferencje w Łodzi i Wrocławiu to duże obciążenie dla nogi głównie poprzez pozycję stojącą przez dłuższy okres każdego dnia. Pocieszające jest, że ból już całkiem ustał, a spotkanie po konferencyjne we Wrocławiu zakończyło się tanecznie, co noga zniosła również jakby byłą całkiem zdrowa. W tych dniach rehabilitacja do której się ograniczam to tylko bierne rozciąganie pod koniec każdego dnia.

(znów obowiązki wzięły górę i wydłuża to proces zdrowienia. Trzeba ciału stworzyć jak najlepsze warunki do tego procesu, a te które ja stworzyłem takie na pewno nie były. Za mało prady czynnej ze stopą, za mało odpoczynku, zbyt mała regularność w pracy. Generalnie wszystkiego za mało 🙂 )

 

Dzień 18 – 21

30 kwiecień – 3 maj

Te dni to odpoczynek i przygotowania do biegu Wings for Life, który ma odbyć się 3 maja.

Ten czas upływa na lekkim truchtaniu, rozciąganiu oraz rolowaniu wszystkich partii mięśniowych. Przychodzi czas na kolejną wyczekiwaną imprezę biegową. Mimo, że noga jest już sprawna, biorąc pod uwagę krótki okres od kontuzji i znane powiedzenie, że przezorny zawsze ubezpieczony – ubezpieczam swoją nogę sztywnym tapingiem. Efekty biegu widać poniżej wraz z nogą.

Szkoda, że tych zdjęć nie widzi lekarz, który chciał mnie unieruchomić na 4 tygodnie 🙂

                                                     

 

 

 

 

Wnioski:

(pierwszym i najważniejszym wnioskiem po 3 latach to taki, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i w tym momencie postępowanie mocno bym zmodyfikował. 3 lata to szmat czasu i dużo zmienia w głowie. To pokazuje, że jako terapeuci stale się rozwijamy i to wielki plus. Nie znaczy to, że tamto postępowanie było złe, bo jak widać i tak przyniosło szybki efekt. Jednak postępowanie, które zastosowałbym aktualnie prawdopodobnie przyniosło by jeszcze lepsze efekty szczególnie pod kątem funkcjonalnym stopy a także pod kątem wykorzystania procesów samoregulacji naszego ciała. Dla mnie to fantastyczny wniosek, bo wiem ile zrobiłem w kierunku własnego samorozwoju przez te lata, a także ciekawe że już 3 lata wcześniej, a przypuszczam że jeszcze wcześniej postępowałem z pacjentami inaczej niż lekarze. Nie mówię, że lepiej :), ale wiem, że pacjenci na pewno to doceniają, że nie siedzą 4 tygodnie w gipsie zamiast tak jak ja po 4 tygodniach biegać znów i korzystać z uroków swojego sprawnego ciała)

Punktem wyjściowym do wyciągania wniosków jest przede wszystkim fakt, że każdy przypadek jest inny i wymaga indywidualnego podejścia. Ten przypadek nie może stanowić jedynego toku postepowania przy każdym skręceniu stawu skokowego i zalecam zawsze konsultację lekarską.

Jednak z drugiej strony proszę porównać zalecenia. Lekarz zastosowałby w tym wypadku gips na 4 tygodnie. Moja rehabilitacja (we własnym zakresie i mocno uproszczona) pozwoliła mi na wystartowanie w kolejnych zawodach już po 3 tygodniach!!! Chodzenie bez utykania rozpocząłem już po tygodniu. Zauważcie różnicę między podejściem funkcjonalnym do problemu, a rozwiązaniem standardowym. Wyobraźcie sobie ile czasu trwała by łącznie rehabilitacja zalecona przy toku lekarskim. Po 4 tygodniach na pewno pojawiły by się ogromne ograniczenia w ruchomości w stawie skokowym. Ten fakt zajął by sporo czasu aby nogę doprowadzić do pełni sprawności. Biorąc pod uwagę, że pacjent czekałby ze skierowaniem do placówki NFZ to aż szkoda tutaj gdybać jak by proces wyglądał.

Nie chcę umniejszać roli lekarza w procesie leczenia urazów jednak wniosek z tytułowego pytania nasuwa się tylko jeden. Brak współpracy interdyscyplinarnej i lekceważenie przez lekarzy umiejętności fizjoterapeutów wydłuża tylko proces odzyskiwania sprawności przez pacjentów.

Problem leży też w samych pacjentach, którzy bezgranicznie ufają w to co powie „Pan Doktór”. Warto czasem zasięgnąć wiedzy z innej, jak widać skuteczniejszej, beczki. Nasza rola polega nadal na żmudnym, jednak istotnym procesie edukacji i podnoszenia świadomości społeczeństwa. Dlatego ten tekst niech powędruje dzięki Wam w ręce kolejnych czytelników.

Rafał Uryzaj